Losowe monety

Polecamy

skup monet
Numizmatyka
Sklep numizmatyczny
Monety

Inwestowanie w monety kruszcowe jako forma lokaty kapitału.

.

             Każdego roku ziemia oddaje liczne ślady poprzednich epok. Wiele z nich to znaleziska monet. Znalazły się tam nie przypadkowo, lecz były celowo ukryte jako lokata na „czarną godzinę”. Widać ciężkie chwile niejednokrotnie zmuszały ludzi do „chomikowania” dóbr. Jedne były ukrywane, aby ocalić je przed rabunkiem, np. w przypadku wojen i wkraczania obcych wojsk, inne miały służyć ich właścicielom w trudniejszych czasach.


                  Współcześni mają podobną mentalność do swych przodków. Zmienił się tylko sposób lokowania majątku. Jedni zainwestowali w akcje, inni kupili ziemię, jeszcze inni zaufali kruszcom szlachetnym. Czym różnią się te sposoby lokat? Każda z nich z pewnością służy zachowaniu wartości posiadanego kapitału a nawet jego pomnożeniu. Sytuacja na rynku finansowym nie jest jednak stała i wpływa znacząco na wartość poszczególnych lokat. Ostatnio mieliśmy szansę obserwować znaczne spadki cen akcji. Takie zawirowanie na rynku spowodowało większe zainteresowanie złotem. Ceny nieruchomości zaczną spadać, kiedy tylko będzie mniej chętnych na ich zakup, a stanie się tak z pewnością, jeśli banki będą utrudniać klientom dostęp do kredytów. Chciałbym tu zwrócić szczególną uwagę na nieprzemijające zainteresowanie metalami szlachetnymi, głównie złotem i srebrem, a także sposobami jego przechowywania. 

 
 
                       Najbardziej popularnym sposobem inwestowania w kruszec są dziś sztabki oraz monety. Z pewnością inwestycja w kruszce nie zwróci się w ciągu krótkiego czasu, jak miało to nieraz miejsce w przypadku aukcji. Większy i szybszy zarobek oznacza jednak większe ryzyko. Zamiast zarobić możemy stracić. Jaka jest zatem różnica między sztabkami a monetami w przypadku inwestycji? Ceny sztabek są uzależnione głównie od kursów kruszcu. Ceny monet oprócz wartości zawartego w nich kruszcu posiadają jeszcze wartość numizmatyczną i historyczną. Oczywiście o wartości historycznej nie może być jeszcze dziś mowy w przypadku zakupu monet w banku, ale pamiętajmy że jest to forma lokaty długoterminowej. Jej zaletą jest to, że nie można tu wiele stracić, jeśli cena kruszcu zacznie spadać, pamiętajmy, że nasza moneta ma jeszcze wartość numizmatyczną. Najsłynniejszym chyba przykładem ostatnich lat jest moneta 20-złotowa z bursztynem z roku 2001. Jej wartość szybko zaczęła rosnąć, by w styczniu 2008 r. zbliżyć się do 3 tys. zł. Jest to wzrost ponad 700% w skali roku. Większość monet bitych w tym samym okresie również znacząco zwiększyła swoją wartość, chociaż już nie tak spektakularnie. Potrafiły osiągać wzrost rzędu 20% - kilkuset % w skali roku. Z pewnością żadna z nich nie kosztuje mniej niż w dniu emisji. Podobna sytuacja jest na rynku monet złotych. Tu wzrosty nie są może aż tak duże, ale za to pewne i bardziej stabilne. Te monety służą nie tylko jako lokata kapitału dla chcących zainwestować, ale również stanowią kąsek dla numizmatyków. Znów mamy płynną granicę między inwestorami a numizmatykami. Przyjmijmy więc, że inwestor kupuje monety z myślą o ich sprzedaży z zyskiem, kiedy tylko będzie ku temu odpowiednia okazja. Numizmatyk zachowa monetę najdłużej dla siebie i będzie się szczycił z samego faktu jej posiadania, a sprzeda lub wymieni tylko egzemplarze podwójne. Nie jest to oczywiście żadna definicja i tak jak podkreśliłem wcześniej jest to granica płynna. W moim jednak mniemaniu należy dostrzec tą istotną różnicę. Nikogo oczywiście nie krytykuję: inwestowanie w monety jest dobrym rozwiązaniem i nie każdy przecież musi złapać „bakcyla numizmatycznego”. Wielu spośród moich znajomych zdecydowało się inwestować w monety, choć numizmatyką się nie interesują. Są jednak zadowoleni, kiedy widzą, jak wartość ich lokaty rośnie. Znów stara czcigodna moneta kruszcowa stawia czoło kryzysowi. I choć T. Witkiewicz w swojej nowej książce, zauważa, że „numizmatyka w Polsce jest mało popularna, a przeciętny Polak nie ma praktycznie żadnej wiedzy związanej z tym zagadnieniem. Tym bardziej zaskakujące może się wydawać, że na monetach można zarabiać” , to pamiętajmy, że zbieractwo jest najlepszą drogą do kolekcjonerstwa.

 

 

 
 
 
Dwa najbardziej spektakularne „przypadki” inwestycyjne ostatnich lat: 200zł – „XIII Międzynarodowy Konkurs Pianistyczny im. F.Chopina” – 1995 Au 900, cena emisyjna 780zł. Dziś za tę monetę trzeba zapłacić blisko 40.000 zł, oraz 20zł – „Szlak Bursztywnowy” – 2001 Ag 925, cena emisyjna 57 zł. Dziś trzeba za nią zapłacić ok. 2.500 - 3.000zł. (Wizerunki pochodza z aukcji "Numizmatyka-pl , www.numizmatyka.waw.pl)


                Wszystkim, którzy zdecydowali się na inwestowanie swoich oszczędności w monety kruszcowe życzę, aby ich kolekcja rozbudziła głód wiedzy numizmatycznej. Nic bowiem bardziej stresującego niż utrata bogactwa o którym się wcześniej nie miało pojęcia. Pozwolę sobie przytoczyć tu pewną historię. Nie wiem, ile w niej prawdy ani też nie mogę sobie przypomnieć, w jakiej publikacji się z nią zetknąłem, niemniej jednak utkwiła mi ona głęboko w pamięci. Całe zdarzenie miało miejsce bodajże w Gdańsku w latach 60-tych. Otóż pewien podchmielony jegomość kazał się zawieźć taksówkarzowi do domu podając adres. Po dojechaniu na miejsce przyznał z rozbrajającą szczerością, że nie ma przy sobie pieniędzy, ale może zapłacić starymi srebrnymi monetami. Miał ich pełne kieszenie i chciał nimi wszystkimi zapłacić za kurs. Zniesmaczony taksówkarz z niechęcią wziął po namowach od pijaczka jedną monetę, sądząc że lepsze to niż nic. Po kilku dniach, kiedy przypadkiem przejeżdżał obok sklepu numizmatycznego przypomniało mu się tamto zdarzenie. Wszedł więc chcąc się upewnić, na ile został owego wieczoru oszukany. Kiedy usłyszał od właściciela, że moneta jest autentyczna i może za nią zaoferować sumę 3 tys. (bochenek chleba kosztował wówczas ok. 3 zł) mina mu zrzedła. Była to prawdopodobnie część skarbu przedwojennego niemieckiego numizmatyka mieszkającego w Gdańsku, który chcąc uciekać w 1945 r. przed armią czerwoną statkiem ze swoimi zbiorami musiał usłyszeć ultimatum, że albo wchodzi na pokład sam, albo zostaje. Pewnie wolał ratować własną skórę, skoro część monet została odnaleziona.


                 Niewiedza czasem słono kosztuje. Słyszeliście z pewnością niejedną opowieść o tym, jak ciocia czy jej znajoma zdecydowała się zrobić u złotnika pierścionek oddając na ten cel stare złote monety, które dostała w spadku od mamy. Problem w tym, że wagowo może i wszystko się zgadza, ale moneta może kosztować kilkakrotnie więcej niż ów pierścionek. Warto więc pomyśleć nie tylko o pomnażaniu majątku ale i wiedzy. Ta z pewnością będzie dobrą lokatą na całe życie.


Napisał: Jacek Kamiński - jackuskm@wp.pl

  1) T. Witkiewicz, Inwestowanie w monety. Numizmatyka – alternatywny sposób inwestowania i dywersyfikacji portfela inwestycyjnego, Wyd. Złote Myśli, 2008, s. 5.



Komentarz w tym Artykule
Musisz Zalogować się lub Zarejestrować aby wziąć udział w tej dyskusji.

Nowe zasady dotyczące ciasteczek (cookies). Wykorzystujemy pliki cookies, aby nasz serwis lepiej spełniał Wasze oczekiwania. W razie potrzeby można zablokować ciasteczka w przeglądarce jak to zrobić tutaj.

Akceptuję zapisywanie ciasteczek (cookie) dla tej strony:

EU Cookie Directive Module Information